Jupiter 37A sprawił mi niespodziankę
A czym? A tym, że posiada on manualną przesłonę z preselekcją! Że manualną - przymyka się ją ręcznie do zadanej wartości i w takim stanie zawsze ona pozostaje -, to wiedziałem. W połączeniu z płynną regulacją otworu przysłony daje to pewne kłopoty w przymykaniu jej na czas robienia zdjęcia do żądanej wartości bez patrzenia na obiektyw. W takim Heliosie 44M-4 mamy przysłonę automatyczną, która domyka się na czas robienia zdjęcia (z czego w 350D z przejściówką i tak nie mogę korzystać - robi się manualna), a w dodatku zmienia się jej wartość ze skokiem.
Nie wiedziałem natomiast, że można w Jupietrze ustawić sobie jakąś z góry umyśloną wartość przysłony by potem móc szybko jednym ruchem dłoni przejść do niej od stanu całkowitego otwarcia potrzebnego przy ustawianiu ostrości i kadrowaniu. A można! - należy pociągnąć pierścień zmiany otworu przysłony pociągnąć w stronę aparatu i ustawić rządaną wartość, po czym pierścień puścić. Teraz przysłona będzie się domykała tylko do tej wartości :-) O takim rozwiązaniu słyszałem, a także miałem z nim do czynienia, jednak nie wiedziałem, że mam je w swoim Jupiterze, zwłaszcza, że sposób rozwiązania preselekcji jest dość "sprytny". Dzięki tej wiadomości Jupiter zyskuje przewagę nad Heliosem w używaniu go z Canonem 350D - mogę bardzo szybko ustawić założony otwór przysłony, bez liczenia klików pierścienia. Świetnie!
Botnet mnie odwiedza
Czyta się o komputerach zombie, botnetach i innych sprawach i myśli, że sprawa człowieka nie dotyczy. Nic innego! Mnie dotyczy, mam nadzieję, że tylko w jeden sposób: boty wpadają na mą stronę i próbują dodawać komentarze reklamowe, słowem, spam. Już to robiły, ale dodałem prostą sztuczkę, by im to uniemożliwić, która na razie skutecznie je powstrzymuje. Niedawno zamieściłem nową galerię zdjęć (o czym we wpisie poniżej), tam mogły dodawać swe komentarze bez problemów, myślę, że to zachęciło do kolejnych prób...
Komentarze (dodaj komentarz):
Brak komentarzy.
Nowa galeria foto!
Po wielu miesiącach zastoju, coś się dzieje w sprawie zdjęć. Najpierw powstała galeria oparta na Coppermine Photo Gallery. Niestety działała zbyt wolno, a system szablonów był mówiąc delikatnie mało elastyczny, do tego layout oparty na tabelach. Stąd decyzja do przenosin na coś lżejszego, ale o podobnych możliwościach. Wybór padł na PhpWebGallery - projekt mniej popularny, ze słabym wsparciem dla języka polskiego (jest niekompletne tłumaczenie, ale znalazłem je po tym, jak zrobiłem swoje ;), nieco bardziej pełne), ale szybki, elastyczny i funkcjonalny. Po wielu modyfikacjach szablonów, drobnych modyfikacji kodu mam galerię, która spełnia moje oczekiwania, choć nie bez pewnych życzeń na przyszłość co do jej funkcjonalności. Przez krótki czas pobytu Coppermine w sieci już zaczął się spam w komentarzach, pewnie wkrótce spotka to PhpWebGallery, bo nie ma zabezpieczenia przed spamem (choćby tak prostego jak mój trick z dodawaniem liczb), ale w razie probólemów myślę, że szybko ten test matematyczny dodam.
Galeria znajduje się pod adresem http://www.michalszkutnik.one.pl/fotogaleria/. Zapraszam do jej odwiedzenia, zawiera wiele nowych zdjęć :) Jeśli ktoś jest zainteresowany informacjami o nowych zdjęciach, proponuję skorzystać z powiadomień kanałem RSS. Są zrealizowane w tej galerii w bardzo zacny sposób :).
Komentarze (dodaj komentarz):
Brak komentarzy.
Chwile grozy przy komputerze
No dobrze... trochę przesadziłem, ale chwile obawy z pewnością to były. Włączyłem przed paroma minutami komputer, i aż do "biiiip" wszystko było w porządku, a potem zostałem poinformowany, że nie znaleziono żadnego medium z którego możnaby załadować system operacyjny. Po głowie przemknęły mi myśli o tych wszystkich bezcennych, albo "bezcennych" danych które jakimś cudem mogły pod moją nieobecność pójść sobie w las.
Pierwsza myśl - coś się z stało z GRUBem, więc chwyciłem za płytę z Chipa z OpenSUSE, uruchomiłem system ratunkowy... ale niestety, urządzenie /dev/sda nie istniało - słowem, dysk "zniknął". Restart i zajrzenie do BIOSu, gdzie nijak nie było opcji ładowania systemu z mojego dysku Serial ATA, a jedynie z napędu CD lub DVD, utwierdził mnie w świadomości, że dysk w żaden sposób nie daje znać o swoim istnieniu komputerowi. Słowem - bardzo niedobrze. Wobec tego zdjąłem obudowę urządzenia (po uprzednim jego wyłączeniu ;)).
Docisnąłem dla pewności kabelki zasilania i danych do dysku i uruchomiłem ponownie. Na szczęście - dysk się "odnalazł" i funkcjonuje bez zarzutu, uff :D
Takie chwile uprzytamniają konieczność w miarę częstego wykonywania kopii zapasowych. Autoironicznie dodam, że pewnie żadnej na razie nie wykonam... choć może jednak mnie ta sytuacja przekona - zobaczymy jutro (albo w najbliższym czasie ;)).
Komentarze (dodaj komentarz):
Brak komentarzy.
Nowe zdjęcia w serwisie
Dodałem ostatnio nowe zdjęcia do serwisu, co nie zdarza się niestety zbyt często (zwłaszcza w przypadku dużych ilości jest to zbyt uciążliwe i wolę je publikować w specjalizowanym serwisie Picasa Web). Tym bardziej warto to odnotować :)
Zapraszam do obejrzenia nowych folderów:
Komentarze (dodaj komentarz):
Brak komentarzy.
Ludzka pamięć wymazywalna?
Dziwnie poczułem się czytając dzisiejszą "Rzeczpospolitą"... I chyba dziwnie poczułby się każdy, kto tak jak ja oglądał kiedyś film "Zakochany bez pamięci". Tytuł zajawki dłuższego artykułu z działu "Nauka" na pierwszej stronie brzmi "Zapomnienie na zawołanie" i można przeczytać w nim, że:
Usunięcie dręczących wspomnień jest możliwe za pomocą lekarstwa - udowodnił polski psychiatra Jacek Dębiec i jego zagraniczni współpracownicy.
Eksperymentując na szczurach, naukowcy pokazali, że można zamazać wybrane doświadczenia, nie naruszając pozostałych.
Doświadczenia na ludziach już trwają. Gdyby się powiodły, lek na złe wspomnienia mógłby pomóc milionom ludzi na świecie, których życie stało się piekłem wskutek traumatycznych przeżyć. Ofiary i świadkowie przemocy oraz wszelkiego rodzaju tragedii bardzo potrzebują takiego farmaceutyku. Takzwany zespół stresu pourazowego, na który pomagałby lek, to zaskakująco częste schorzenie. Według danych amerykańskich PTSD dotyka około 10 procent populacji. Na dotkniętym przez terror Bliskim Wschodzie odsetek ten jest trzy razy wyższy.
Lekarstwo testowane na szczurach przez Jacka Dębca i jego kolegów nosi nazwę U0126. W toku doświadczeń naukowcy wywoływali za pomocą skojarzeń pojedyncze złe wspomnienie i aplikowali lek. Negatywne emocje towarzyszące wspomnieniu były wtedy zamazywane. Pozostałe treści pamięci pozostawały nietknięte.
Coś, co wydawało się fikcją, szalonym i zabawnym zarazem pomysłem scenarzysty, okazuje się rzeczywistością. Może jeszcze nie można usunąć z pamięci wszelkich wspomnień o danej osobie, może to "tylko doświadczenia na szczurach", ale jednak kroki w kierunku realizacji filmowych wizji zostały poczynione i odniesiono sukces. Kontrolowane wymazywanie pamięci za jakiś czas może stać się możliwe, w każdym razie po lekturze tego artykułu jestem gotów dopuszczać, że coś takiego kiedyś nastąpi. Pamięć zaś jest czymś tak mocno związanym ze świadomością i tożsamością człowieka, że sama możliwość takich manipulacji jest czymś fascynującym, a zarazem budzącym lęk i niepokój. Bo dróg do wykorzystania takiej techniki jest wiele, i całkiem sporo z nich wcale nie jest dobrych...
Możliwe, że fantazjuję po próżnicy, ale z politowaniem patrzyłem na czyszczenie pamięci w filmie, teraz czytam o tym, że wstępnie takie rzeczy robi się na żywych organizmach. Są więc rzeczy na niebie i ziemi...
Komentarze (dodaj komentarz):
Brak komentarzy.
RSS 1.0 - subskrybuj




